Pizzowe placki z ziarnami

Dziad jest wysoce sarkastyczny, niezwykle inteligentny i diabelnie zadziorny. Dziad słodkościami pogardza. Dziad smaży, soli, gotuje makaron i odczynia najlepszą pizzę, jaką w życiu jadłam. Nie jest istotne, co tam Dziad wrzuci na wierzch, bo to podstawa pizzy, czyli ciasto jest zawsze absolutnie przepyszna.
Pewnego dnia postanowiłam Dziada zbałamucić, aby wyedukował mnie na tyle, bym mogła samodzielnie ciasto odtworzyć…
Moja wersja dziadowej pizzy nie zawiera sosu (przez co jest, siłą rzeczy, bardziej krucha i twardsza), ani żadnych innych tradycyjnych dodatków. Choć oczywiście na rozwałkowany placek możecie rzucić Wasze ulubione składniki. Ja zapragnęłam ucieszyć się smakiem samego ciasta i zasypałam je tylko lekko ziarnami.

dziadowe ciasto na pizzę 24 ok

Składniki (na 3 placki):

zaczyn:
10g świeżych drożdży
½ łyżeczki cukru
1 łyżka ciepłej wody

ciasto:
ok. 200ml ciepłej wody
3 łyżki oleju rzepakowego
ok. 400g mąki pszennej typ 00
1 płaska łyżka soli

wierzch:
1 łyżka oleju rzepakowego
1 łyżka białego sezamu
1 łyżka siemienia lnianego
1 łyżeczka czarnuszki

Przepis

ZACZYNA OD ZACZYNU
Do dużej miski wkrusza drożdże, zasypuje cukrem i zalewa ciepłą wodą. Zostawia na kilkanaście minut. Od czasu do czasu podchodzi i zakręca miską robiąc wir, aby drożdże lepiej się rozpuściły, choć finalnie i tak widać ich grudki. Powiada, że to wcale nie szkodzi i nakazuje, abym nie przejmowała się nazbyt konsystencją i wyglądem zaczynu. Ma się on jedynie zaktywizować, w związku z czym pozostanie płynny i niewyrośnięty, w przeciwnym razie spód byłby puchatą bułą.

ZAGNIATA CIASTO (TEGO ETAPU NIE LUBI, GDYŻ IRYTUJE GO GLUT Z CIASTA OBLEPIAJĄCY DŁONIE)
Do aktywnego, bąbelkującego delikatnie zaczynu wlewa olej oraz wodę, a następnie dosypuje sól i na samym końcu mąkę. Podwija mankiety koszuli (Dziad to elegant!) i zaczyna wyrabiać. Robi to przez około 5 minut. Po tym czasie ciasto jest miękkie, elastyczne i odchodzi mu od dłoni.
Ja jestem bardziej nadgorliwa i po 5 minutach zagniatania wykładam ciasto z miski i męczę je przez następnych kilka minut na blacie kuchennym. Czuję, że jest ciepłe, elastyczne i z każdą chwilą coraz bardziej plastyczne.
A wracając do Dziada – skończywszy brudną robotę, podnosi delikatnie ciasto, rozpłaszcza je w dłoniach, tworząc niewielki dysk i z powrotem umieszcza w misce. Posypuje wierzch odrobiną mąki, przykrywa ściereczką i zostawia na 20-30 minut. W tym czasie będzie pił piwo i palił papierosy. (Co i Wam gorąco polecam, gdyż to atrybuty wielce pasujące do aktu obżerania się pizzą).

ROBI PIĘKNE, CIENIUTKIE PLACKI
Dziad podchodzi do miski, zdejmuje ściereczkę i pokazuje mi ciasto. Jest mało wyrośnięte („O to właśnie chodzi!”), lecz napuszone, miękkie i pachnące („O to właśnie chodzi!”). Wyjmuje ciasto i zagniata przez chwilę w dłoniach, aby pozbyć się pęcherzyków powietrza, a następnie odrywa 1/3 całości. Teraz podsypuje obficie blat mąką, rozkłada na nim wstępnie uformowane w dysk ciasto i je także podsypuje (już mniej obficie) mąką. Zaczyna wałkować je sprawnie na cieniutki, okrągły placek. Czasem przestaje wałkować i rozciąga ciasto na blacie za pomocą dłoni, aby uzyskać pożądany kształt. (Ja nie jestem tak sprawna i za pierwszym razem rwę ciasto, robiąc spektakularną dziurę w środku. Dziad powiada, że nie powinnam się tym przejmować i mam okazałą dziurę zwyczajnie pozlepiać, połatać, pouciskać, gdyż po nałożeniu sosu i upieczeniu, nie będzie to miało znaczenia).
Rozwałkowany cieniutko placek Dziad umieszcza bezpośrednio na blasze piekarnikowej (niczym jej nie smaruje i nie wykłada), a następnie przygotowuje sos oraz dodatki…

dziadowe ciasto na pizzę 01 ok kopia

dziadowe ciasto na pizzę 16 ok

dziadowe ciasto na pizzę 20 ok kopia

A JA ZROBIĘ PO MOJEMU!
Rozgrzewam piekarnik do maksymalnej temperatury (u mnie to 240 stopni).
Do miseczki wsypuję sezam, siemię lniane oraz czarnuszkę i podlewam je olejem. Mieszam dokładnie, aby utłuścić wszystkie ziarna. Niecałą łyżkę mieszanki rozprowadzam na rozwałkowanym placku i starannie dociskam dłonią, aby nieco zagłębić ziarna w cieście.
Tak przygotowany pierwszy placek wsuwam do nagrzanego piekarnika na 7 minut. Po tym czasie jest dobrze wypieczony, kruchy i miejscami zbrązowiony. W ten sposób piekę kolejne placki. Część pałaszuję od razu – na ciepło, gdyż wtedy są najsmaczniejsze. Część zostawiam na dzień następny. Czekam, aż placki całkowicie ostygną i zawijam szczelnie w folię aluminiową, by nie schły i nie stwardniały zanadto. Są doskonałą, kruchą przekąską, a także dodatkiem do pasty, sałatki, czy zupy.

P.S.
Dziad po nałożeniu na spód wszelkich dodatków oraz sera, piecze swoją pizzę dłużej, bo około 9-10 minut. Po tym czasie ciasto pozostaje zwarte, sztywne i pachnące, a przez sos – także wilgotne. Te dziadowe pyszności pałaszuję w ilościach zaskakujących mnie samą.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s