Pomarańczowo-migdałowy sernik, czekoladą wysmarowany

07 ok

Miałam osiem, może dziewięć lat, gdy moja babcia postanowiła zabrać mnie na daleką wycieczkę, jak się później okazało do miasta oddalonego od nas o 30 minut drogi PKSem. Niewiele pamiętam z tego, gdzie byłyśmy i co widziałyśmy, jednego wspomnienia natomiast pozbyć się nie mogę. Ponieważ w połowie wycieczki zaczęłam przejawiać spore zainteresowanie wszelkimi budkami oferującymi lody, moja niemajętna babcia postanowiła, że na jedną gałkę pieniądze się znajdą. Wybrałam zatem, spośród wielu smaków, lody pomarańczowe z drobinkami czekolady. Gdy tylko wgryzłam się i przeładowałam porcję lodów z wafla na podniebienie, wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Zestawienie smaku gorzkiej czekolady i intensywnej pomarańczy neurony przeniosły do mózgu, a ślinianki zaczęły natychmiast wytwarzać ogromną ilość płynu, który razem z rozpływającymi się lodami rósł mi na podniebieniu. Mimo ostatecznego obrzydzenia, z szacunku dla uroczego gestu babci, dokonałam aktu heroicznego i przełknęłam lody ze łzami w oczach. Kilka sekund później, przymroczona i otumaniona ohydą tego, co przed chwilą czułam na języku, stwierdziłam, że aktualnie znajduje się to, wraz z innymi na wpół strawionymi treściami mojego żołądka na babcinej sukience.
Minęło kilka lat, a ja stałam się nastoletnią zapaloną buntowniczką, której sprzeciw wobec systemu, a szczególnie przeciw średniowiecznym, okupacyjnym formom wychowania rodziców polegał głównie na noszeniu glanów w sierpniu, rozszarpywaniu nowiutkiej bluzki w nieregularne frędzle i popalaniu papierosów w toalecie. Pięknego majowego dnia, którego nie należało zmarnotrawić w szkole, wybrałam się z dwiema towarzyszkami do parku, gdzie miałyśmy spożyć, ku chwale zbliżającego się lata, kilka niewybrednych trunków. Nabyłyśmy zatem najtańsze z możliwych, rosyjskie wino musujące oraz pomarańczowe galaretki oblane czekoladą, które podle naszego mniemania miały stanowić doskonały do trunku dodatek. Nie wiem, jaką ilość wina przyjął mój żołądek, lecz z pewnością nie na tyle dużą, by odczuwać z tego powodu jakieś przykrości. Natomiast w momencie, w którym postanowiłam przegryźć pomarańczowo-czekoladową galaretkę, rozpoczął się armageddon. Nietrudno się bystremu czytelnikowi domyśleć, że smakołyk podzielił los lodów, tym razem lądując na nowo obszarpanych i misternie postarzanych papierem ściernym jeansach koleżanki.
Minęło kilka lat, a ja stałam się dumną, wielkomiejską studentką, co to cały świat u stóp ma, a wszystkie rozumy zjedzone. On miał na imię Marek, był posiadaczem pięknego lica, wielkopolskiego akcentu i 37 złotych w portfelu, przy czym do końca miesiąca daleko. Zaprosił mnie do kawiarni i przyniósł do stolika kawę oraz… pomarańczowy sernik, oblany grubą warstwą czekolady. Ja już na Marka nie patrzyłam, dumałam tylko nad tym talerzem przede mną, próbując gorączkowo obmyślić jakąś wymówkę, gdyż wiedziałam, co nastąpi gdy tylko włożę obrzydlistwo do ust. I nagle, jak piorun z jasnego nieba, zbliża się do mnie łycha wypełniona solidną porcją pomarańczowo-czekoladowej brei, którą mój towarzysz w akcie romantyzmu postanowił mnie nakarmić…
Zarówno spodnie, jak i koszula Marka pozostały czyste. Ja pochłonęłam jeszcze dwie porcje ciasta wydając moje 14, z pozostałych do końca miesiąca 42 złotych. Marka nie pokochałam, i z wzajemnością. Desery czekoladowo-pomarańczowe kocham do dziś, i z wzajemnością.

01 ok

02 ok

03 ok

Składniki:

sernik:
300g tłustego twarogu
120g masła
250g cukru pudru
8 jajek
1 pomarańcza
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 opakowanie (16g) cukru wanilinowego
100g rodzynek
100g płatków migdałów

wierzch:
100g gorzkiej czekolady
40ml śmietanki kremowej 30%

dodatkowo:
odrobina masła do wysmarowania formy
odrobina bułki tartej do oprószenia formy

Przepis

PRZYGOTOWUJEMY SIĘ
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni. Tortownicę o średnicy 24cm dokładnie smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą.
Na tarce z małymi oczkami ścieramy skórkę z pomarańczy, a następnie wyciskamy z niej sok.

ROBIMY MASĘ SEROWĄ
Uwaga! Wszystkie składniki na sernik powinny mieć temperaturę pokojową, w związku z czym wyciągamy je co najmniej 2 godziny przed planowanym pieczeniem z lodówki.
Białka oddzielamy od żółtek, a następnie ubijamy je ze szczyptą soli na sztywną pianę.
Twaróg mielimy w maszynce trzykrotnie. Wrzucamy go do dużej michy, dodajemy miękkie masło oraz cukier puder i ucieramy na niewielkich obrotach miksera przez kilka minut, do momentu powstania puszystej, jasnej masy. Następnie dodajemy po jednym żółtku i rozmiksowujemy dokładnie. Dorzucamy skórkę pomarańczową, wlewamy sok, dosypujemy mąkę, proszek do pieczenia oraz cukier wanilinowy i miksujemy jeszcze chwilkę do połączenia wszystkich składników. Gdy ciasto stanie się jednolite, odkładamy mikser i łapiemy w dłoń szpatułę lub drewnianą łychę. Do michy dorzucamy rodzynki oraz płatki migdałowe i przez chwilę mieszamy tak, by rozłożyć je równomiernie w całej masie. Na samym końcu dodajemy pianę z białek. Należy zrobić to stopniowo, najlepiej w trzech lub czterech partiach, mieszając jak najdelikatniej, aby nie wypuścić zbyt wielu pęcherzyków powietrza. Dzięki temu sernik będzie lekki i puszysty.
Tak przygotowaną masę serową przelewamy do przygotowanej formy, rozprowadzamy równomiernie na całej powierzchni i wyrównujemy wierzch.

PIECZEMY SERNIK
Tortownicę wstawiamy do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na 60 minut. W trakcie pieczenia nie maltretujemy sernika, nie zaglądamy, nie otwieramy drzwiczek, nie dziubiemy go patykami. Po 40 minutach warto jednak do niego zajrzeć i, jeśli nabierzemy podejrzeń, że wierzch zbyt mocno się zarumienia, nakryć go arkuszem folii aluminiowej.

STUDZIMY SERNIK
Po upieczeniu wyłączamy grzałkę i zostawiamy sernik jeszcze na 10 minut w zamkniętym piekarniku. Po tym czasie stopniowo uchylamy drzwiczki i studzimy go w takiej jamie przez około 1 – 1,5 godziny. Następnie wyjmujemy i całkowicie studzimy w temperaturze pokojowej. Warto pomęczyć się z tymi procesami studzenia – dzięki temu sernik będzie prosty jak stół! Gdy będzie już chłodny, wstawiamy go do lodówki na co najmniej kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

PRZYGOTOWUJEMY CZEKOLADOWY WIERZCH
Następnego dnia sernik dumnie wyjmujemy z lodówki, zdejmujemy obręcz i przekładamy ciasto na paterę. Sposobów na dekorację jest nieskończenie wiele… Można posypać sernik cukrem pudrem, zrobić polewę czekoladową lub tuż przed podaniem udekorować kleksem bitej śmietany. Ja swoje ciacho wysmarowałam czekoladowym musem i udekorowałam plastrem pomarańczy.
Jeśli decydujemy się na przygotowanie musu, odmierzamy odpowiednią ilość śmietanki kremowej i przelewamy ją do niewielkiego rondelka. Podgrzewamy na małym ogniu tak, by była gorąca, lecz nie doprowadzamy do wrzenia. Następnie ściągamy rondelek z ognia i wsypujemy do niego połamaną na kostki czekoladę. Mieszamy dokładnie do połączenia obydwu składników. Tak przygotowaną czekoladową masę wykładamy na wierzch sernika i rozprowadzamy na całej powierzchni.

Pamiętajmy, że sernik wyjmujemy z lodówki na godzinę przed podaniem, kroimy ostrym nożem, maczanym we wrzątku i wycieranym do sucha ściereczką. Dzięki temu sernik zachowa piękny, robiący wrażenie profil.

04 ok

06 ok

05 ok

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s